piątek, 24 lutego 2017

Arrogant Bastard Ale

Arrogant Bastard Ale, piwo amerykańskie. A tak na prawdę, Bastard dostępny w Polsce warzony jest w Niemczech na amerykańskiej licencji. Ale mniejsza z tym. Piwo w stylu American Strong Ale. W pięknej puszcze, fajna grafika i... genialny tekst z tyłu puszki. Nie wspomnę o tym, że napisali, iż puszka jest lepsza niż butelka (coś w tym jest). Najlepszy tekst na etykiecie obraża czytelnika po całości, obraża przede wszystkim ludzi pijących zwykłe "żółte" siki. I mówi o wyższości niniejszego piwa nad inny.

W zapachu karmelowo-cytrusowe, także lekko owocowo-kwiatowe. W każdym razie intensywny aromat, dość agresywny.                     

W ustach piwo jest już zupełnie inne. Jest rzeźkie, bardzo gorzkie, z aromatem już bardziej karmelowym aniżeli owocowym. Goryczka typu grejpfrutowo-pestkowym.

Sumując mocne, solidne, ostre piwo o aromatach głównie kwiatowych, karmelowych i słodowych.
Miłej lektury :)

wtorek, 21 lutego 2017

Belhaven Scottish Ale

Belhaven Scottish Ale, piwo zagraniczne. Szkocja tym razem, browar Belhaven ale pod Green Kingiem.

Powiem tak. Piwo jest niesamowite!! Chyba lepszego zagranicznego, jak do tej pory, nie piłem.

Piękny, rubinowy kolor.  Zapach enigmatyczny, ciekawe co przyniesie.
Tak, łyk i bajka. Nie bezpodstawnie napisali na etykietce o orzechowych aromatach. Idealnie się je wyczuwa i sprawiają niezłą frajdę podczas picia. Bo to nie tylko orzechy. Są tam i ciasteczka i karmel, kawa zbożowa, trochę owoców. Taki mix to istna bomba.

Co jeszcze? Goryczka i chmiel raczej niewyczuwalne. Czuć pełnie piwa. Nie jest wodniste. To wielki plus. Super smaczny Ale!
Polecam!

P.S. Wypity przeze mnie wariant to butelka wypuszczana na rynek amerykański.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Night Wolf

Night Wolf, browar Szpunt. Przyznam, nie spodziewałem się piwa z tego browaru w pewnym supermarkecie o nazwie Tesco. To chyba ich debiut na tamtejszych półkach. Jak dla mnie ok. Im więcej craftu szeroko dostępnego, tym lepiej. A jeszcze lepiej, jak to będzie piwo inne niż już znane i opijane "ipy". Night Wolf  to Whisky Stout i napiszę to już na początku - bardzo mi smakował.

Z samej nazwy stylu można już dużo wywnioskować. Wiadomo, że będzie trochę spalonych kabli, trochę torfu i palonych słodów. Tak więc. Lejemy i łykamy ;)

W kolorze ciemnobrązowe. Pianka bardzo gęsta, oblepiająca szkło. Aromat z butelki i szkła to wspomniane popalone kable, wędzonka, torf i zapach gabinetu dentystycznego. Klasyczny Whisky Stout. Piwo jest ogolenie dość nagazowane jak na ten styl, miliony bąbelków na ściankach pokala. Po jakimś czasie znikają.

W smaku tożsame z zapachem. Tutaj dochodzi palność. Im dalej w las, tym więcej nut czekoladowych. Dla mnie bomba! Sam się sobie dziwię. Raczej do tej pory nie lubiłem takich wynalazków, a tu masz! Świetne!

czwartek, 16 lutego 2017

Vermont IPA

Vermont IPA, browar Pinta. Nowość od Pinty i swego rodzaju nowość na naszej scenie piwnej. W zbliżonym do siebie czasie już kilka browarów uwarzyło ten styl chimerę. Pinta nie wiem czy nie była jedną z pierwszych - Vermont IPA, zdaje się był piwem miesiąca Pinty w lipcu 2016? (do sprawdzenia).
Czemu chimera? Ano, Vermont albo New England IPA, to kompromis/mix stylów East Coast i West Coast IPA. Najogólniej - złoty środek między wytrawnością, słodowością, mocną grejpfrutową goryczką zachodu i rześkim, chmielowo-owocowym wschodem Stanów. Vermont jest delikatne o potężnym, soczystym aromacie owocowym.

To tyle wstępu. Moje odczucia po wypiciu Vermontu trochę odbiegają od jego definicji i są następujące.

Wygląd, bardzo, bardzo mętny, bursztynowy. Mówi się, że w szkle Vermont wygląda jak budyń w przedszkolu i coś w tym jest ;) Pianka super, biała.

Zapach, lekko zawodzi, słabo wyczuwalne cokolwiek, później trąci jednak pysznymi owocami tropikalnymi, uffffff.

W smaku odjazd totalny. Wow! Anans, mango, marakuja, winogrono; w kontrze zbożowość (znacznie zaznaczona słodowość). Goryczka grejpfrutowo-trawiasta. W posmaku elementy żywiczne.

Ja jestem kupiony :)

wtorek, 14 lutego 2017

Pacyfic

Pacyfic, browar Artezan. Moje pierwsze spotkanie z tym browarem. Biję się w pierś. Jedni z prekursorów rewolty piwnej w naszym kraju, a ja dopiero teraz... piwo - jedna z  ikona naszego craftu,  a ja dopiero teraz. Czeka mnie ciężka pokuta. Ale najpierw trochę przyjemności ;)

Piwo w stylu APA, o kolorze pomarańczowym, mętnym. Pianka biała, długo się trzyma. Ok, jest ładne,  pooglądałem sobie to piwo pod wszystkimi możliwymi kątami i z wszystkich odległości. A najlepsze ma dopiero nadejść. Wącham.

Dżiiizzzyyyys !! Zapach zniewala! Takiego naładowania chmielowego jeszcze nie czułem chyba w żadnym piwie. Wyczuwamy marakuję, mango i czego to nam Bóg nie dał. Na to lekko połechce nas sosenka. Jest egzotycznie. jak na etykiecie.

W smaku rześkie, stosunkowo dużo nagazowane. I tu tez jest owocowo. Na prawdę, doładowali chmielu co nie miara (aromat i smak) Oprócz wspomnianych wyżej owoców, w ustach możemy jeszcze poczuć grejpfrut i jakby pomarańcz. Bomba chmielowa. Z kolei goryczka jest...hmmm jakby to opisać: "łagodna ale intensywna" ;) typu grejpfrutowego plus lekko trawiasta.

Piłem, tak sobie piłem i piłem i po każdym łyku gęba mi się coraz szerzej otwierała. Piwo wciska w fotel. Wyrzuca z kapci. Nie jest agresywne, ale na swój sposób solidne i pełne.

Pierwsze, w którym tak na prawdę poczułem chmiel w sposób, w jaki on pachnie na świeżo, np. w granulacie (a wiem jak pachnie, bo czasem sobie sam warzę piwko ;) ). Pacyfic pachnie jak co dopiero otwarta paczuszka z chmielem. I to jest to, co pisałem wyżej - niesamowicie świeży to napój.

1 miejsce w moim Top 10 !


poniedziałek, 13 lutego 2017

Rowing Jack

Rowing Jack, browar AleBrowar. Panie i panowie. Oto piwo, jedno z prekursorów polskiej rewolucji piwnej. Na równi z Atakiem Chmielu od Pinty, można uznać Jacka za jeden filarów polskiego nowofalowego piwowarstwa. Trochę wstyd, że dopiero teraz je próbuję. Eee tam. W dupę z tym.
Lecimy z piwkiem.

A piwo pachnie pięknie, chmielowo, owocowo i trochę biszkoptowo.
Pełnia doznać objawia się dopiero w smaku. Po łyknięciu możemy wyczuć nie tylko tropikalne owoce, ale jeszcze np. gruszki, o! Do tych aromatów w kontrze staje solidna słodowa podbudowa, plus wysoka goryczka, nawet lekko drapiąca w gardło. Jest mocna, ale bez przesady. No chyba, że ja już jestem uodporniony na wszelkie gorycze ;) A ta tutaj ma charakter lekko grejpfrutowy i trawiasty.

Po jakimś czasie piwo zmienia swój charakter -  te wszystkie aromaty gdzieś ulatują, znikają. I wtedy piwo lepiej pachnie, niż smakuje. Wtedy w ustach zostają nam jedynie nuty żywiczne, ziołowe, słomkowe i lekko karmelowe. Po ogrzaniu piwa, goryczka także zmienia swój charakter, staje się bardziej ziołowa, nawet "amolowa".

Sumując, piwo bardzo dobre, o złożonym charakterze, konkretne. Grzech nie spróbować. Ja już pokutę odmówiłem ;)

sobota, 11 lutego 2017

Hello Stranger

Hello Stranger, browar Kingpin. Lecimy dalej z koksem, tzn. z nową serią od Kingpina. Piwo drugie. W stylu Milk Stout. Ojj, który to już mój Milk Stout. Nie powiem, jeden z moich ulubionych stylów piwnych :)

Dzisiaj będzie po krótce. Dlatego, że jak napisałem, bardzo lubię mleczne Stouty, toteż jakieś zdanie i smak sobie na ich temat wyrobiłem. I niestety, jakoś Hello Stranger mnie nie przekonał. Nie jest źle. Ale coś tu mi nie grało.

Dodany tu został amerykański chmiel, może to on coś tu wzburzył. No nie wiem. Niby jest wszystko na swoim miejscu, bo jest i czekolada i lekka kawowa i słodowa paloność. Piwo jest jakieś ostre w fakturze, nie jest gładkie. Dosłownie po kilku łykach zaznaczona już jest kwaskowatość, delikatnie szczypiąca w język.

Piwo do napicia się, ale tylko tyle.

P.S. Kolejna świetna etykietka :)